Epilacja laserowa - Light Sheer

Chyba każda z nas marzy o idealnie gładkiej skórze na całym ciele, bez zbędnego owłosienia, zwłaszcza na nogach, rękach i w okolicach bikini. Jest wiele metod na pozbycie się niechcianych włosów: jednorazowa maszynka do golenia, woskowanie, depilatory...ale każda z tych metod ma swoje wady, które dla wielu są nie do przeskoczenia.

Według mnie, największą wadą wśród wyżej wymienionych sposobów jest fakt, że wszystkie są tymczasowe. W przypadku maszynki, konieczne jest golenie średnio, co 2 - 3 dni. Włosy odrastają sztywne, widoczne, bardziej szorstkie. Pomijam zacięcia, podrażnienia, czy przesuszenie skóry.

Dalej w kolejności jest wyrywanie włosów wraz z cebulką - za pomocą wosku, pasty cukrowej, czy też depilatora. Generalnie metoda całkiem niezła, o ile nie mamy tendencji do wrastania włosków i rogowacenia okołomieszkowego. Jeśli jednak tak - skóra po depilacji wygląda gorzej niż przed nią, pomimo braku włosków.
Jeśli o mnie chodzi, przez wiele lat woskowałam ręce, nogi i bikini. Nie mam zastrzeżeń do tej metody, jeśli chodzi o ręce i nogi. Zabieg jest bezbolesny, szybki, włoski odrastają mocno osłabione i bardzo powoli, a z wrastaniem pojedynczych delikwentów świetnie radzi sobie zwykły peeling kawowy. Niestety w przypadku bikini nie było tak fajnie. Dużo bólu, sporo krwi, mnóstwo wrastających włosków i skóra, jak u kurczaka, po skubaniu z piór. Wyglądało to okropnie, goiło się dosyć długo, a po 3 tygodniach zabieg trzeba było powtórzyć. Dlatego zdecydowałam się na usunięcie włosów z okolic bikini oraz pach za pomocą lasera diodowego Light Sheer.

Na czym to polega?

Epilacja laserowa, to nic innego jak krótkotrwała ekspozycja włosa na działanie skupionej wiązki światła (czyli lasera), mająca na celu bezpowrotne zniszczenie mieszka włosowego. Bardzo istotne jest, by zostało wykonane kilka zabiegów, ponieważ to, czy włosy zostaną zniszczone, zależy od tego, w jakiej fazie włos się znajduje. Wyróżniamy 3 fazy wzrostu włosa:
● anagen - faza aktywnego wzrostu włosa. W mieszku zachodzą intensywne podziały komórek, by włos mógł rosnąć;
●katagen - faza zanikania. W korzeniu włosa zachodzą procesy przebudowy, a stary włos zostaje wypchnięty w kierunku powierzchni skóry;
● telogen - faza wypadania. Włos jest już całkowicie zrogowaciały, nie zachodzą w nim już żadne procesy metaboliczne.

Istotnym jest, by w trakcie depilacji, jak największa ilość włosów była w fazie aktywnego wzrostu. Wówczas, podczas jednego zabiegu zostanie zniszczone dokładnie tyle włosów, ile było w anagenie. Niestety nie wiemy, który włos jest w jakiej fazie, dlatego konieczne jest powtarzanie zabiegu, co kilka tygodni.

Jak wygląda zabieg? Czy to boli?

Zabieg nie jest jakoś bardzo skomplikowany. Z perspektywy kosmetologa, jest dosyć żmudny i męczący dla rąk, natomiast nie ma w nim większej filozofii. Po oczyszczeniu i odtłuszczeniu partii zabiegowej, następuje "ostrzelenie" danej partii, miejsce koło miejsca (głowice laserów są stosunkowo małe - przy Light Sheer ET jest to około 1cm x 1cm).
Czy boli? Mogę mówić tylko za siebie, gdyż każdy ma inną wytrzymałość na ból. Cóż...przy pierwszym zabiegu łzy mi leciały, przy drugim rzucałam niecenzuralnymi słowami. Przy kolejnych było już dużo lepiej. Nie jest to najprzyjemniejsza rzecz na świecie. Ten ból można przyrównać do szczypania albo intensywnego, kłującego ciepła. Można odrobinę ograniczyć dyskomfort za pomocą kremu z lidokainą (np. popularna Emla), natomiast i tak będzie to odczuwalne.
W prawdzie, zabieg najprzyjemniejszy nie jest, nie mniej odczuwanie go jest bardzo zależne od organizmu. W przypadku kobiet - nawet od fazy cyklu menstruacyjnego. Ja w trakcie zabiegu cierpiałam, chociaż nie stosowałam kremu znieczulającego - gdybym go zastosowała, pewnie byłoby całkiem w porządku. Z kolei jedna z moich koleżanek stwierdziła, że mogło być gorzej i właściwie nie wie o co tyle szumu.

Ważną informacją jest fakt, że laser Light Sheer nie usunie włosów jasnych, blond, siwych, czy rudych. LS "widzi" włosy ciemne, ponieważ reaguje na melaninę barwiącą włos. Z tego też powodu nie mogę wykonać zabiegu LS na nogi i ręce - włosy są zbyt jasne, nie widoczne dla lasera.

Jak z efektami?

Jestem po drugim zabiegu epilacji i powiem szczerze, że jestem zdumiona. Po pierwszym, ilość włosów zmniejszyła się o około 30%, po drugim - o kolejne 30%. Prawdopodobnie wykonam jeszcze około 2-3 zabiegów, by mieć pewność, że wytępię włosy w zupełności. Oglądając efekty wśród moich pacjentek, które zdecydowały się na zabieg, jestem pewna, że jest to dobra inwestycja w swoją urodę. Ilość zabiegów jest zależna od koloru i grubości włosa oraz od koloru skóry pacjenta. Najlepsze efekty są osiągane przy bladej karnacji, przy jednocześnie ciemnym kolorze włosa.

Jaki jest koszt tego zabiegu?

Jest to mocno zależne od partii, jaką chcemy wykonać, miasta, w którym decydujecie się na zabieg (w dużych miastach cena jest o wiele wyższa), no i oczywiście salonu. Jest to sprawa bardzo rozbieżna, dlatego nie chciałabym podawać tutaj żadnych konkretów. 

Peelingi trychologiczne - moje odkrycie w pielęgnacji włosów i skóry głowy


O wspaniałym wpływie peelingów nie muszę się rozpisywać. Złuszczamy twarz, ciało, stopy i dłonie. Korzyści z tego zabiegu jest bardzo wiele: poprawa kolorytu skóry, lepsza działanie kosmetyków, czy wygładzenie powierzchni skóry. Sami lepiej się czujemy pozbywając się martwego, zrogowaciałego naskórka. Ale bardzo niewiele osób wykonuje peeling skóry głowy. Bo w zasadzie po co?

Dokładnie z tego samego powodu, dla którego złuszczamy skórę z innych partii. Skóra na głowie, dokładnie jak ta, na reszcie naszego ciała, samoistnie złuszcza się w ciągu mniej więcej 28 dni - to naturalny proces, w którym stary, martwy naskórek jest zastępowany nowym. Niestety u wielu osób ten proces jest zaburzony, co skutkuje nadmiernie łuszczącą się, ściągniętą i przesuszoną skórą głowy. Peelingi chemiczne do skóry głowy często zawierają również składniki wspomagające walkę z łupieżem, który powodowany jest przez nadmierny rozrost grzyba Malassezia, dlatego szczególnie u takich osób stosowanie ich może okazać się zbawienne. Ale nie potrzeba nam stanów chorobowych, żeby zacząć dbać o skórę na głowie, nieprawdaż?

Tricho-esthetic od Bandi


Produkt od Bandi, to mieszanka m.in. kwasu mlekowego, mocznika i alantoiny - czyli składników mających zadbać o naszą skórę głowy. Dzięki temu, skóra zostanie oczyszczona, delikatnie złuszczona i zmiękczona. Głównym składnikiem złuszczającym jest tutaj kwas mlekowy, słynący z właściwości nawilżających i złuszczających. Ma działanie antybakteryjne, sebostatyczne, regulujące i przeciwstarzeniowe - dlatego jest chętnie wykorzystywany w terapiach i kosmetykach przeciwzmarszczkowych. W przypadku tego kosmetyku, pomoże nam uporać się z łupieżem i przesuszoną skórą, dzięki właściwościom nawilżającym, ale również ze zbyt przetłuszczającą się skórą głowy, dzięki działaniu regulującym i sebostatycznym. 

Składniki:
Aqua/Water, Propylene Glycol, Olive Oil PEG-7 Esters (estry kwasów tłuszczowych z oliwy - emolient), Urea (mocznik - humektant, zmiękcza i nawilża), Lactic Acid (kwas mlekowy - złuszcza martwy naskórek i nawilża), Sodium Chloride, Polyacrylate Crosspolymer-6, Polysorbate 20, Allantoin (alanoina - humektant, zmiękcza skórę głowy), Mentha Piperita (Peppermint) Leaf Extract (ekstrakt z mięty pieprzowej - odświeża skórę głowy, działa sebostratycznie oraz antygrzybiczo i przeciwbakteryjnie; przydatne przy walce z łupieżem), Triacetin, Caprylyl Glycol, Sodium Hydroxide, T-Butyl Alcohol (zwiększa penetrację składników aktywnych oraz zapobiega rozwoju bakterii w kosmetyku), Parfum/Fragrance, Hydroxyacetophenone, 1,2-Hexanediol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate.

Trychologiczny peeling oczyszczający od Basil Element


Peeling Bandi, to nie jedyny peeling do skóry głowy, jaki przeszedł przez moje ręce. Drugim z nich jest trychologiczny peeling oczyszczający od Basil Element. W przypadku tego produktu, głównym składnikiem złuszczającym jest kwas glikolowy. Skórze suchej i przesuszonej pomoże uregulować wydzielanie sebum, dzięki czemu, przy regularnym stosowaniu, zredukuje problem. W przypadku skóry zbyt przetłuszczającej się, uspokoi gruczoły łojowe, dzięki czemu wydłuży świeżość włosów - w moim przypadku, podobnie jak peeling od Bandi, wydłuża okres między myciem głowy o jeden dzień. Coś, co wyróżnia ten kosmetyk, to zawartość ekstraktu z korzenia bazylii. Wspaniały składnik w kosmetykach do włosów. To maleństwo hamuje wypadanie włosów oraz zagęszcza je. Jeśli borykacie się z androgenicznym wypadaniem włosów (wbrew nazwie, dotyczy nie tylko mężczyzn), kosmetyki z tym ekstraktem mogą wspomóc walkę z tą przypadłością. Poza tym, w składzie znajdziemy również kilka humektantów (substancje nawilżające), takich jak gliceryna, alantoina czy pantenol, oleje - olej słonecznikowy, olej kokosowy - oraz delikatny antybiotyk (Piroctone Olamine), który wspomoże walkę z łupieżem.

Składniki:
Aqua, Glycolic Acid (kwas glikolowy - substancja złuszczająca, nawilżająca i regulująca), Hydroxypropyl Starch Phosphate, Propanediol, Glycerin (humektant - nawilża), Sodium Hydroxide, Niacinamide (niacynamid, witamina B3 - antyoksydant, stymuluje produkcje lipidów oraz białek w skórze), Passiflora Edulis Fruit Extract (ekstrakt z marakuji, humektant - nawilża, kondycjonuje, zmiękcza), Citrus Limon Fruit Extract (ekstrakt z cytryny - delikatnie złuszcza, zmiękcza, nawilża), Ocimum Basilicum Hairy Root Culture Extract (ekstrakt z korzenia bazylii - hamuje wypadanie włosów, zagęszcza je oraz stymuluje komórki mieszków włosowych, tym samym walcząc z łysieniem androgenicznym - spowodowanym zbyt dużą ilością testosteronu), Helianthus Annuus Seed Oil (olej słonecznikowy, emolient - natłuszcza, nawilża, przydatny w walce z łupieżem), Cocos Nucifera Oil (olej kokosowy, emolient - natłuszcza, nawilża, przydatny w walce z łupieżem), Panthenol (humektant - nawilża i łagodzi), Allantoin (humektant - nawilża i łagodzi), Piroctone Olamine (działa przeciwzapalnie, działa trochę jak antybiotyk - pomaga w walce z łupieżem), Xanthan Gum, Parfum, Potassium Sorbate,  Sodium Benzoate, Disodum Edta, Butylene Glycol, Sodium Bisulfite, Linalool, Geraniol, Limonene.

Jak stosować?


Tego typu peelingi stosujemy raz w tygodniu (przy skórze przetłuszczającej się; przy suchej, wystarczy raz na dwa tygodnie) przed myciem włosów. Preparat nakładamy bezpośrednio na skórę głowy za pomocą pipety (u Bandi) lub bezpośrednio z tubki (Basil Element), a następnie delikatnie wmasowujemy tak, by równomiernie rozprowadzić produkt po całej skórze głowy. Producenci zalecają trzymanie peelingu na skórze przez około 10-15 minut. Ja jednak zazwyczaj przetrzymuje je trochę dłużej - najczęściej dlatego, że o nich zapominam. Zazwyczaj wykorzystuję ten czas na olejowanie włosów. Po tym czasie, myjemy głowę jak zwykle (pamiętajcie, że nie myjemy szamponem włosów na długości - to jest kosmetyk jedynie do oczyszczania skóry głowy; na włosach lepiej sprawdza się odżywka - zwłaszcza jeśli macie olej na włosach). Na tak złuszczoną i oczyszczoną skórę głowy możecie aplikować wcierki - teraz zadziałają głębiej i bardziej efektywnie.

Jakiego efektu możemy się spodziewać?


Przede wszystkim redukcji łupieżu, jeśli borykamy się z takim problemem. Oczyszczona i zadbana skóra głowy jest idealnym fundamentem dla zdrowego, silnego włosa. Jeśli stosujecie wcierki, oleje, bądź jakieś serum, celem odżywienia, czy przyspieszenia wzrostu włosa, wszystkie tego rodzaju kosmetyki będą działać szybciej, gdyż zwiększy się głębokość ich penetracji skóry - to proste, przecież pozbyliśmy się zalegającego, martwego naskórka. Kwas mlekowy zawarty w peelingu rozpuści martwy naskórek oraz łój, co wstępnie oczyści skórę głowy. W moim przypadku, peelingowanie skóry głowy przedłuża świeżość włosów o jeden dzień (skóra umiarkowanie przetłuszczająca się).

Miałyście styczność z tego typu produktami?
Macie swoje ulubione?

Peelingi chemiczne - dla kogo, dlaczego i kiedy


Okres jesienno-zimowy oraz wczesna wiosna, to najlepsza pora na przeprowadzenie kwaśnej kuracji. Ale jaki kwas wybrać? Czy kwasy są odpowiednie akurat dla mojej skóry? Jak długo powinna trwać taka kuracja i jakich efektów mogę się spodziewać?

Zabiegi złuszczania kwasami, to nieinwazyjna metoda pielęgnacji skóry, która pozwala osiągnąć świetne rezultaty w stosunkowo niedługim czasie. Ponadto, kwasy mają bardzo różne działanie, które jest zależne od kilku czynników:
● rodzaju użytego kwasu, 
● stężenia substancji,
● pH. 
W zależności od tych trzech wytycznych, zabieg może dawać różne efekty. Tymi widocznymi od razu, już po pierwszym zabiegu, jest na pewno odświeżenie i wygładzenie skóry oraz pozbycie się zbędnej warstwy rogowej. Ale te efekty, na dobrą sprawę, może zapewnić nam najzwyklejszy peeling drobnoziarnisty.

Wobec tego, dlaczego kwasy są tak wyjątkowe?

Przede wszystkim, regularnie stosowane daje długotrwałe efekty. Już po jednej kuracji można zaobserwować poprawę jakości skóry, zwiększenie jej elastyczności i poziomu nawilżenia. Ponadto, regularnie stosowane kwasy o odpowiednich parametrach potrafią:
● unormować pracę gruczołów łojowych,
● załagodzić (a w niektórych przypadkach nawet wyleczyć) trądzik,
● odblokować zanieczyszczone pory,
● zwęzić rozszerzone pory,
● uregulować nadmierne rogowacenie naskórka,
● wspomóc walkę w przypadku leczenia ostrzejszych form trądziku,
● poprawić nawilżenie skóry (w przypadku skór suchych).

Jak widać, praktycznie każdy skorzysta z działania hydroksykwasów. Ale z jakimi kwasami możemy spotkać się w gabinecie kosmetologicznym?

AHA
alfa-hydroksykwasy

kwas glikolowy
kwas migdałowy
kwas mlekowy
kwas cytrynowy
kwas jabłkowy
kwas winowy
BHA
beta-hydroksykwasy

kwas salicylowy
PHA
poli-hydroksykwasy

glukonolakton
kwas laktobionowy
glukoheptanolakton

Oprócz tych głównych rodzajów kwasów, coraz częściej można spotkać takie z zupełnie innych podgrup. Przykładem niech będzie kwas azelainowy, będący przedstawicielem kwasów dikarboksylowych. Wykazuje mocne działanie keratolityczne (złuszczające i zmiękczające naskórek), przez co zmniejsza tworzenie się czopów łojowych oraz hamuje rozwój bakterii ze szczepu Propionibacterum acnes i Staphylococcus epidermidis, które są odpowiedzialne za powstawanie trądziku. Innym kwasem jest kwas pirogronowy należący do grupy alfaketonokwasów. Jest on pochodną kwasu octowego, czemu zawdzięcza dosyć drażniący zapach. Z tego względu nie wykonuje się zabiegów tym kwasem u osób z astmą. Kwas pirogronowy daje bardzo dobre efekty w przypadku leczenia trądziku grudkowo-zaskórnikowego, działa sebostatycznie i antymikrobowo, dzięki czemu można go wykonywać (jako jeden z niewielu) przy aktywnych stanach trądzikowych. Zmniejsza też widoczność blizn i przebarwień pozapalnych. Jedynym wykorzystywanym w kosmetyce przedstawicielem kwasów LHA, czyli lipohydroksykwasów, jest nowa pochodna kwasu salicylowego - kwas 5-kapriolowosalicylowy. Jego fenomen polega na tym, że oprócz działania, które wykazuje kwas salicylowy, LHA ma o wiele większe powinowactwo do naskórka, przez co działa jeszcze skuteczniej, ale nie agresywniej. Polecany do pielęgnacji skór tłustych, trądzikowych oraz zanieczyszczonych skór wrażliwych.


Który kwas będzie idealny dla mnie?

W zależności od problemu, wybieramy inny kwas. W przypadku skór grubych, tłustych, trądzikowych lub mieszanych zaleca się m.in. kwas salicylowy, pirogronowy, azelainowy i mlekowy. Dobrym pomysłem jest też synergiczne łączenie kilku kwasów dla zwiększenia efektu, na którym nam zależy. Dla przykładu, ja z moją cerą mieszaną bardzo polubiliśmy się z mieszanką kwasów: pirogronowego, mlekowego i azelainowego, które pięknie regulują nadaktywne gruczoły, zwężają pory, działają antybakteryjnie i wyciszająco na aktywne zmiany trądzikowe. Dla skór suchych zaleca się w stosunkowo niskich stężeniach kwasy glikolowy oraz migdałowy, które zwiększą nawilżenie skóry, poprawią jej elastyczność oraz jędrność. Przy skórach wyjątkowo wrażliwych i naczyniowych, świetnie sprawdzą się kwasy z grupy polihydroksylowych, które z racji swoich stosunkowo dużych cząsteczek będą penetrować skórę wolniej, bez nieprzyjemnych podrażnień i zaczerwienień, lecz działanie pozostanie takie samo-skóra stanie się bardziej nawilżona, wygładzona, a jej koloryt zostanie ujednolicony.

Kwasy najczęściej stosowane w gabinetach:


Kwas Działanie
kwas glikolowy ● redukcja przebarwień
● spłycenie blizn
● przyspieszenie odnowy komórkowej
● wygładzenie powierzchni skóry
● wyrównanie kolorytu
● poprawa nawilżenia skóry
 kwas migdałowy ● redukcja drobnych blizn
● zmniejszenie grubości warstwy rogowej
● wzmocnienie skóry
● oczyszczenie skóry
● zwiększenie elastyczności i jędrności skóry
● regulacja pracy gruczołów łojowych 
 kwas pirogronowy ● poprawa ogólnego stanu skóry
● redukcja przebarwień pozapalnych
● redukcja trądziku grudkowo-zaskórnikowego
● oczyszczenie i zwężenie porów
● rozjaśnienie skóry
● regulacja pracy gruczołów łojowych (łojotokowe zapalenie skóry)
● redukcja/leczenie trądziku aktywnego
 kwas salicylowy ● działanie antybakteryjne
● redukcja przebarwień
działanie sebostatyczne
● działanie rozjaśniające i odświeżające
● pomocny w leczeniu łojotokowego zapalenia skóry
● oczyszcza i zwęża pory
● działanie przeciwtrądzikowe
 kwas ferulowy ● silny antyoksydant (działanie przeciwstarzeniowe i przeciwwolnorodnikowe)
● działanie nawilżające
● działanie ujędrniające
● poprawa elastyczności skóry
● działanie przeciwzapalne
● redukcja trądziku grudkowo-zaskórnikowego oraz aktywnego 
PHA  ● działanie nawilżające
● redukuje drobne przebarwienia
● silny antyoksydant
● działanie przeciwstarzeniowe
● działanie delikatnie złuszczające i odświeżające
● nadaje skórze blasku
● wyrównuje koloryt
● wygładza i ujednolica strukturę skóry 

Jak widzicie, z zabiegów kwasami każdy wyciągnie korzyści dla siebie. Warto tylko upewnić się, że osoba, do której na takowy zabieg się udajemy, jest osobą odpowiednio przeszkoloną i kompetentną, bo pomimo niewielkiego stopnia inwazyjności samego zabiegu, źle wykonany może mieć opłakane skutki: przebarwienia, ubytki w strukturze skóry, poparzenia to tylko kilka skutków niepożądanych, które mogą się zdarzyć. I najważniejsze! Po zabiegu, bezwzględnie stosujemy protekcję przeciwsłoneczną! Chyba, że chcemy nabawić się nowych przebarwień lub poparzeń. 

Halier Fortesse kontra moje włosy


Nie jestem zwariowana na punkcie włosów. Dbałam o nie, zawsze były świeże, umyte i uczesane. Ale jakoś nie ciągnęło mnie do włosomaniactwa, to skóra jest moim prawdziwym konikiem. Ale odkąd wróciłam do naturalnego koloru włosów po prawie 3 latach regularnego farbowania, moje włosy dużo straciły na urodzie - wypłowiałe, matowe, suche i łamliwe. Prezentowały obraz nędzy i rozpaczy. Dlatego od prawie dwóch lat, dbam o nie bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Mam tygodniowy plan pielęgnacji, zwracam uwagę  na składy kosmetyków, bardzo uważnie dobieram produkty. Dlatego dzisiaj mam dla Was recenzję 3 produktów, których działanie bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło.

Na pewno kojarzycie markę Halier - producenta nutrikosmetyku Hairvity. Jakiś czas temu na Instagramie był prawdziwy wysiew tego produktu. Oprócz tego, Halier ma linię kosmetyków do pielęgnacji włosów - fortesse. W skład tej linii wchodzi szampon, odżywka i serum. 

[Szampon Halier Fortesse]


Moja recenzja dotyczy szamponu, odżywki i nutrikosmetyku Hairvity. Ale zacznijmy od szamponu.
Wg producenta, szampon ma hamować wypadanie włosów oraz stymulować ich wzrost. Ma dbać nie tylko o same włosy, ale też o cebulki. Szczerze mówiąc, nie wierzyłam w to, że produkt, którego głównym zadaniem jest mycie i oczyszczanie, ma w jakikolwiek sposób pobudzać cebulki włosa do wzmożonej pracy.

Składniki aktywne:
● ekstrakt z liści skrzypu polnego
● niacynamid (witamina B3)
● biotyna
● estry kwasów tłuszczowych z oliwy
● ekstrakt z palmy sabałowej

Składniki

Aqua, Cocamidopropyl Betaine (łagodny detergent, zamiast agresywnych SLSów i SLESów), Coco-Glucoside (emulgator - łączy fazę lipofilową z hydrofilową), Acrylates Copolymer, Glycerin (humektant - nawilża), Silicone Quaternium-16, Olive Oil PEG-8 Esters (emolient - wygładza), Panthenol (łagodzi), Phenoxyethanol (konserwant), Xanthan Gum (zagęstnik - zawdzięczamy mu przyjemną konsystencję), Equisetum Arvense Leaf Extract (ekstrakt ze skrzypu polnego), Sereno Serrulata Fruit Extract (ekstrakt z owoców palmy Sereona rapens - pielęgnuje i wzmacnia włosy), Parfum, Mica (minerał), Niacinamide (witamina B3), Undeceth-11, Sodium Hydroxide, Ethylhexylglycerin, Disodium EDTA, Butyloctanol, Undeceth-5, Biotin (biotyna), Alpha-Isomethyl Ionone, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Eugenol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Limonene, Linalool, CI 77891

Szampon fortesse nie zawiera SLSów ani SLESów, czyli agresywnych detergentów. Posiada natomiast wiele substancji aktywnych, takich jak witamina B3, pantenol, skrzyp polny, biotyna, ekstrakt z owoców palmy sabałowej i całkiem sporo emolientów. Wszystkie te składniki mają za zadanie wzmocnienie włosów, zwiększenie ich elastyczności oraz odporności na czynniki zewnętrzne. Skład jest świetny, ale tak jak wspomniałam, nie wierzyłam, żeby szampon miał na tyle głęboką penetrację, by mógł wpływać na stymulację wzrostu włosów. Jak więc widzicie, bardzo sceptycznie podchodziłam to testów. A jednak, zauważyłam jedną rzecz, która wprawiła mnie w ogromne zadowolenie, ale też zdumienie. W trakcie stosowania kosmetyku, z dnia na dzień na szczotce było coraz mniej włosów. Nie jestem w 100% pewna, czy to zasługa tylko tego szamponu...nie wydaje mi się. W końcu, w trakcie kuracji używałam też odżywki i przyjmowałam Hairvity dwa razy dziennie. Z działania szamponu jestem bardzo zadowolona. Włosy są dokładnie oczyszczone, zdecydowanie dłużej zachowują świeżość, nie puszą się, ale też nie są oklapnięte. Dopatrzyłam się jednak kilku małych wad, w zasadzie aż 2. Po pierwsze, piana, która się wytwarza w trakcie mycia jest tak gęsta, że ciężko swobodnie przesuwać palce w celu dokładnego oczyszczenia skóry. Po drugie, bezpośrednio po umyciu, pomimo całkiem sporej ilości emolientów w składzie, włosy są lekko tępe w dotyku. Po zaaplikowaniu odżywki uczucie znika, więc nie traktuję tego, jako dużej wady. Niemniej, warto o niej wspomnieć.

 Podsumowując

Zalety

● zapach
● wydajność
● wyraźne wzmocnienie włosów
● mniej włosów na szczotce
● zwiększona objętość
● włosy dłużej zachowują świeżość
● wygodne i estetyczne opakowanie z pompką
Wady


● zbyt gęsta piana
● włosy są tępe bezpośrednio po umyciu


[Odżywka Halier Fortesse]


W odżywce fortesse znalazło się kilka mankamentów, dlatego od nich zacznę. Nie jest to coś, czego nie można wybaczyć, ale odbębnię najpierw nie zbyt przyjemną rzecz i dalej skupię się na pozytywach. Otóż, pojemność, wydajność i cena. Pojemność jest o 100 ml mniejsza od szamponu (w szamponie jest 250 ml), co uważam za małą pomyłkę. Zazwyczaj to odżywka szybciej się zużywa, nawet gdy pojemność jest taka sama jak w szamponie. 150 ml odżywki, to zdecydowanie za mało, jak na taką cenę i wydajność. Teraz wydajność. Mam dosyć długie włosy, dlatego wydajność jest dla mnie istotną sprawą. Aby pokryć odżywką całe włosy, musiałam zużyć około 5-6 pompek, co jest absurdem przy takiej pojemności. Jeśli używałam mniejszej ilości, włosy rozczesywały się bezproblemowo tylko do połowy, dalej już nie szło. No i cena. 119 zł za 150 ml kosmetyku. Przy tak słabej wydajności. 
Ale teraz pozytywy. Odżywka przepięknie wygładza włosy, nawilża je i uelastycznia. Nie ma problemu z ich rozczesaniem, szczotka sunie po nich jak marzenie. Moje włosy są bardzo gęste, ale niesamowicie cienkie i kołtuniące się. Zwłaszcza w porze sweterkowej, gdy cały czas ocierają się o sweter, szalik, płaszcz, czy czapkę. Dlatego ogromny plus za ujarzmienie włosów. Ponadto, pojawiło się bardzo dużo baby hair, które rosną jak na drożdżach. Ponadto, o wiele mniej włosów wypada, stały się mocniejsze i bardziej błyszczące. Wyglądają po prostu bardzo zdrowo. Konsystencja jest bardzo przyjemna-przypomina mi delikatną emulsję lub nawilżający lotion o bardzo lekkiej konsystencji. Jestem ogromną fanką tej odżywki. Jeśli miałabym zdecydować się na jeden kosmetyk - szampon, bądź odżywka - to zdecydowałabym się zainwestować w odżywkę.


Zerknijmy jeszcze szybko do składu:

Aqua, Cetearyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Propylene Glycol, Dimethicone, Ricinus Communis Seed Oil (emolient - olej rycynowy), Olive Oil PEG-8 Esters (emolient - estry kwasów tłuszczowych z oliwy), Panthenol (humektant - nawilża i łagodzi), Glycerin (humektant - nawilża), Phenoxyethanol (konserwant), Silicone Quaternium-16, Equisetum Arvense Leaf Extract (skrzyp polny), Sereno Serrulata Fruit Extract (ekstrakt z owoców palmy sabałowej), Parfum, Niacinamide (niacynamid - witamina B3, składnik aktywny), Helianthus Annuus Seed Oil (emolient - olej z nasion słonecznika), Undeceth-11, Ethylhexylglycerin, Butyloctanol, Disodium EDTA, Undeceth-5, Biotin (biotyna), Alpha-Isomethyl Ionone, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Eugenol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Hydroxycitronellal, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Limonene, Linalool.

[Halier Hairvity]


Teraz coś ekstra - nutrikosmetyk Hairvity. Są to małe, niebieskie kapsułki, które przyjmujemy 2 razy dziennie po posiłku - rano i wieczorem. To suplement diety mający uzupełnić braki w naszej diecie, a dodatkowo zapewnić włosom taką ilość składników odżywczych, która umożliwi im zdrowy wzrost.

Wg producenta, Hairvity ma odżywić włosy, stymulować je do szybszego wzrostu i zregenerować je po manipulacjach fryzjerskich. Od razu Wam mówię, że kapsułki nie zregenerują nam już zniszczonych włosów-co najwyżej sprawi, że nowo wyrastający włos będzie zdrowszy i ogólnie w lepszej kondycji.

Jeśli macie włosy zniszczone farbowaniem, rozjaśnianiem, trwałą, bądź innym bardziej inwazyjnym zabiegiem, nie pozostaje Wam nic innego, jak je po prostu ściąć. Włos, to martwy wytwór naskórka, którego nie zregenerujemy za pomocą suplementu, czy nawet kosmetyku. Raz uszkodzony, rozdwojony, bądź złamany włos dokładnie taki już zostanie. Możemy jedynie zapobiegać takim zdarzeniom odpowiednią pielęgnacją, a suplementy przyjmować w celu uzupełnienia makro- i mikroelementów.

Moja opinia?

Włosy faktycznie urosły w ciągu tego miesiąca więcej, niż zazwyczaj. Średni przyrost mojego włosa na miesiąc, to około 1,5 cm. W trakcie kuracji, przybyło mi dwukrotnie więcej włosów, bo aż 3 cm. To naprawdę sporo, biorąc pod uwagę, że był to tylko miesięczny test. Jestem pewna, że przy dłuższej kuracji, włosy mogłyby urosnąć dużo więcej. Ponadto, wysyp baby hair jest niesamowity-u nasady pojawiła mi się mała aureola z nowych, króciutkich włosków. Jak dla mnie, suplement działa i jest godny szczególnej uwagi na obecnym rynku suplementów. Ponadto, zauważyłam poprawę paznokci oraz stanu skóry. Paznokcie stały się twardsze, bardziej wytrzymałe, a jednocześnie elastyczne, dzięki czemu nie kruszą się przy pierwszym kontakcie z klawiaturą, czy stołem. Skóra natomiast stała się gładsza, jest lepiej nawilżona, jej koloryt również się poprawił. Ogólnie - polecam!

Składniki
metylosulfonylometan; żelatyna wołowa; kolagen; L-cysteina; glukonian żelaza (II); substancja wypełniająca: maltodekstryna; kwas L-askorbinowy; substancja przeciwzbrylająca: sole magnezowe kwasów tłuszczowych; substancja wypełniająca: celuloza mikrokrystaliczna; ekstrakt ze skrzypu polnego (Equisetum arvense L.) DER 8-10:1 zawartość kwasu krzemowego: 19%; L-leucyna; L-walina; substancja przeciwzbrylająca: dwutlenek krzemu; L-lizyna; amid kwasu nikotynowego; D-pantotenian wapnia; L-metionina; octan retinylu; cyjanokobalamina; barwnik: dwutlenek tytanu; cholekalcyferol; chlorowodorek pirydoksyny; chlorowodorek tiaminy; ryboflawina; kwas pteroilomonoglutaminowy; barwnik: czerń brylatowa; D-biotyna; barwnik: błękit patentowy; barwnik azorubina. Azorubina: może mieć szkodliwy wpływ na aktywność i skupienie uwagi u dzieci

Znajdziemy tu wiele aminokwasów budujących białka, a pamiętajcie, że nasza skóra, włosy, czy paznokcie są zbudowane właśnie z białek!!!

Mikrodermabrazja - głęboki peeling mechaniczny


Wiele z Was zna ten zabieg i jestem pewna, że część przetestowała go na sobie. W pewnym momencie mikrodermabrazja stała się bardzo modnym sposobem dbania o skórę. Niestety, nie każda skóra kwalifikuje się do tego zabiegu. Niektórym typom cery może wyrządzić całkiem spore szkody, dlatego dzisiaj zapoznam Was z procedurą samego zabiegu, wskazaniami i przeciwwskazaniami do jego wykonania oraz efektami na jakie możecie liczyć.


Warto zapamiętać, że mikrodermabrazja, to jest peeling. Bardzo agresywny peeling. Jego głównym celem jestem ściągnięcie nadmiernej ilości martwych komórek naskórka. Korzyści płynące z tego faktu są bardzo liczne, bo jak wiadomo, skórę złuszczać trzeba. Ale nie należy też spodziewać się po nim cudów, pokroju zmniejszenia blizn po trądziku, usunięcia przebarwień, czy też nawilżenia skóry.


Więc czego mogę się spodziewać?

Przede wszystkim wygładzenia struktury cery, poprawy jej kolorytu, zwiększenia cyrkulacji krwi, a co za tym idzie, składniki odżywcze będą lepiej i szybciej dostarczane. Zauważyć można również niewielkie, acz widoczne oczyszczenie porów oraz rozjaśnienie skóry, które wynika z pozbycia się starego naskórka. Warstwa rogowa ulegnie redukcji. Można zauważyć trwałą redukcję rogowacenia i pojawiania się suchych skórek. Ponadto, po zabiegu, kremy, ampułki, czy żele będą się o wiele szybciej wchłaniały i dużo lepiej działały.
Kiedy oczekiwania przewyższają faktyczne korzyści?

Głównie wtedy, gdy spodziewamy się rozjaśnienia piegów, blizn, czy też przebarwień po trądziku. Mikrodermabrazja NIE USUNIE nam przebarwień, czy blizn. Nie wspomnę już o piegach. Blizny, to głębokie zmiany w strukturze skóry, a przebarwienia i piegi, to kwestia dotycząca skóry właściwej, a nie naskórka, który jest zluszczany w trakcie mikrodermabrazji.


Czy ten zabieg nadaje się dla mojej cery?

Jeśli jesteś posiadaczką cery normalnej, tłustej, suchej, komedogennej, to jak najbardziej. Skóra zostanie głęboko oczyszczona, złuszczona, wygładzona i pobudzona do pracy. Przy cerach wrażliwych, atopowych, naczyniowych, czy też z trądzikiem aktywnym zabieg może zrobić więcej szkód, niż pożytku. Skóra wrażliwa i delikatna może nabawić się przetarć i podrażnień. Przy typie naczyniowym łatwo o pękanie kolejnych naczynek. Przy cerze trądzikowej łatwo roznieść zmiany na inne części twarzy. Przy tych typach lepiej sprawdzi się peeling kawitacyjny, ewentualnie enzymatyczny, bądź chemiczny (zwłaszcza w przypadku trądziku).

Z czym łączyć?

Wiele zabiegów działa jeszcze lepiej, gdy połączy się je z innymi. Nie inaczej jest z mikrodermabrazją. Można ją personalizować jak nam się podoba, w zależności od tego, czego potrzebuje nasza skóra. Ja mam kilka swoich ulubionych kombinacji:
● kwasy - synergiczne działanie peelingu chemicznego i mechanicznego sprawi, że skóra zostanie głębiej złuszczona i bardziej wygładzona. Trzeba jednak pamiętać, by mikrodermabrazję wykonać po kwasie - wówczas mamy kontrolę nad złuszczaniem. Gdy nałożymy kwas po zbyt agresywnej mikrodermabrazji, możemy nabawić się poparzeń lub podrażnień. Ogólnie, nie polecam;
● mezoterapia bezigłowa - za pomocą elektroporacji (patrz - słowniczek), bezinwazyjnie wprowadzamy wgłąb skóry substancje aktywne zawarte w kosmetykach. Jeśli uprzednio pozbędziemy się martwego naskórka z powierzchni skóry, np. za pomocą mikrodermabrazji, składniki dotrą jeszcze głębiej;
● algi - działają trochę jak ostatnio popularne maski w płachcie. Wzmagają wchłanianie składników aktywnych w uprzednio nałożonych kosmetykach, a więc działają jak okluzja. Poza tym, koją i uspokajają skórę po agresywnych zabiegach.

Skóra mieszana - pielęgnacja i zabiegi

Ten typ skóry pójdzie pod lupę w pierwszej kolejności. Jestem mocno z nim związana, ponieważ moja cera jest właśnie taka - niczym kobieta, niezdecydowana. Strefa T jest błyszcząca, trądzikowa, łojotokowa, z tendencją do komedogenności, czyli zapychania. Z drugiej strony, policzki są raczej normalne, odpowiednio nawilżone, czasem tylko pojawi się na nich jakiś nieprzyjaciel. Jak zatem pielęgnować taką skórę? 

Mieszany typ jest mocno problematyczny. W wybranych miejscach na twarzy (najczęściej w okolicach czoła, nosa i brody) mamy do czynienia z nadczynnością gruczołów łojowych. W innych jej częściach może trafić się skóra normalna (jak u mnie), ale zdarza się też skóra wrażliwa, sucha, albo nawet alergiczna. Przy takich skrajnościach ciężko jest dobrać kosmetyki tak, by nie szkodziły innym partiom twarzy.

Charakterystyczną cechą tego typu skóry są mocno rozszerzone i zablokowane zaskórnikami pory, zwłaszcza w okolicach nosa i policzków. Cera mieszana często jest zanieczyszczona, upstrzona mnóstwem czarnych kropek. Ponadto, zdarzają się na niej wypryski i aktywne wykwity, nie tylko w okolicach miesiączki.

Jak postępować z taką skórą?

W pierwszej kolejności trzeba uspokoić nasze naturalne nawilżacze, czyli gruczoły łojowe. Nie wolno takiej skóry zostawiać bez lekkiej emulsji nawilżające, ponieważ włączy ona swoje mechanizmy obronne i zacznie przetłuszczać się jeszcze bardziej, usiłując zatrzymać nawilżenie. Nawilżająca, żelowa maska co 2-3 dni będzie świetnym pomysłem. Gdy nasza buzia trochę się ureguluje, można zacząć pozbywać się martwych komórek naskórka. Po ściągnięciu z niej zrogowaciałej warstwy, stanie się jaśniejsza, rozświetlona i czystsza. Ponadto, złuszczanie świetnie wpłynie na oczyszczenie i zwężenie porów. 1-2 razy w tygodniu warto nałożyć maskę oczyszczającą na bazie glinki, bądź węgla aktywnego. Takie zabiegi sprawią, że skóra dłużej będzie wyglądała świeżo, a nader aktywne gruczoły trochę się uspokoją.

Na co zwrócić szczególną uwagę w kosmetykach?

W produktach do takiej skóry, jak ognia powinniśmy unikać alkoholu (na wysokim miejscu w składzie), substancji komedogennych takich jak silikony, tłuste oleje roślinne (np. olej kokosowy), czy pochodne ropy naftowej, np. parafina, wazelina. Z kolei bardzo pożądanymi składnikami przy pielęgnacji takiej skóry są kwasy (zwłaszcza salicylowy), retinol, jako składniki aktywne, które zadziałają regulująco na zbyt aktywne gruczoły łojowe oraz zwężą i oczyszczą pory. Oprócz tego, delikatnie skórę odświeżą i nawilżą. Kwas hialuronowy pomoże utrzymać wilgoć w naskórku, natomiast delikatne emolienty, takie jak olej jojoba, olej z wiesiołka, czy wosk pszczeli zabezpieczą skórę przed TEWL, czyli transepidermalną (przeznaskórkową) utratą wody.

Przykładowa pielęgnacja skóry mieszanej:

Pielęgnacja poranna Pielęgnacja wieczorna
● Oczyszczanie - delikatnym produktem myjącym łączonym z wodą - u mnie żel do mycia twarzy Sukin;

● Tonizowanie - tonik bez alkoholu, polecam hydrolaty kwiatowe, bądź wody termalne, ewentualnie toniki z kwasami ( na noc ) - u mnie obecnie na dzień, to Sukin Original Hydrating Mist Toner;

● Serum - na bazie kwasu hialuronowego, witaminy C lub peptydów, jeśli stosujecie pielęgnację przeciwzmarszczkową - u mnie obecnie kwas hialuronowy z The Ordinary. Jak już go skończę, zaczynam zabawę z witaminą C (tej samej firmy);

● Nawilżanie - delikatny, lekki krem nawilżający, jaki najbardziej lubicie. Ja obecnie stosuję Sukin Facial Moisturizer.
● Dokładny demakijaż - u mnie płyn micelarny (lipowy Sylveco), gdy nosiłam makijaż w ciągu dnia, a następnie zwykły olej zimnotłoczony. Najbardziej w tej roli lubię olej jojoba;

● Oczyszczanie - u mnie ten sam żel, co rano. W niedługim czasie planuję zakup szczoteczki Foreo Luna mini 3 i wówczas wieczór będzie należał do niej;

● Złuszczanie - maks. 2 razy w tygodniu. Peeling na bazie enzymów lub kwasów. U mnie enzymatyczny peeling AA Vegan oraz krwawy peeling The Ordinary;

● Maski oczyszczające (maksymalnie 2 razy w tygodniu) i nawilżające (co 2 dni) - u mnie obecnie oczyszczająca maska z różową glinką i kwasami od Arbonne, a nawilżacz to Beauty Kitchen Night Halo Potent Sleep Mask;

● Tonizowanie - moim nocnym tonikiem Pixi Glow Tonic. Lubię na noc trochę więcej kwasów użyć, zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym. Kolejnym w kolejności jest tonik The Ordinary z kwasem glikolowym;

● Składniki aktywne - dzienne serum, to lekkie nawilżenie, nocne zaś, to działanie aktywne, ze względu na bieżący problem. Obecnie stosuję serum z niacynamidem od The Ordinary, a jak tylko mi się skończy (podobnie jak kwas hialuronowy, który też jest na wykończeniu), zamierzam wykorzystać końcówkę zimy na złuszczanie. Właśnie leci do mnie serum z retinolem w stężeniu 0,5% - łatwo zgadnąć - z The Ordinary;

● Nawilżanie - nocny krem to u mnie Sukin Moisture Restoring Night Cream.

Dedykowane zabiegi gabinetowe

● Eksfoliacja kwasami (kwas salicylowy, pirogronowy, mlekowy, ferulowy)
● Mikrodermabrazja
● Peeling kawitacyjny
● Mezoterapia mikroigłowa
● D'arsonvalizacja
● Galwanizacja

Komórki macierzyste w kosmetykach - czy to naprawdę działa ?


Komórki macierzyste, to bardzo inteligentne formy życia. Oprócz tego, że magazynują materiał genetyczny, mają zdolność wyprodukować każdy rodzaj komórek, zarówno komórki kostne, jak i komórki skóry. Mają znakomitą zdolność do regeneracji, mogą opóźniać naturalne procesy starzenia. Szkoda tylko, że komórki macierzyste zawarte w kremach nie mają prawa działać.

"Regeneracyjne" właściwości komórek macierzystych zostały podłapane przez marketingowców i...machina ruszyła. Koncerny kosmetyczne zaczęły konstruować kremy z dodatkiem roślinnych komórek macierzystych, obiecując konsumentom, że ich skóra odmłodnieje, stanie się bardziej jędrna i elastyczna. Niewielu producentów zadaje sobie trud i podaje, jakiego rodzaju komórki macierzyste zostały wykorzystane w danym produkcie. Dlatego trzeba z dystansem podejść do tematu.

Po pierwsze


W kosmetologii i technologii kosmetycznej nie są wykorzystywane ludzkie komórki macierzyste, które mogłyby odbudować warstwę rogową i przyczynić się do faktycznego odmłodzenia stanu skóry. W polskim prawie jest to nielegalne. W kremach znajdziemy izolowane komórki merystemu, czyli roślinne komórki tkanki łącznej pełniące u roślin taką samą funkcję, jak u człowieka komórki macierzyste. Ale wciąż, są to komórki roślinne. Nie są one kompatybilne do naszych komórek, przez co nijak nie wbudują się one w ludzkie tkanki, choćby z tego względu, że komórki roślin posiadają ścianę komórkową, a te ludzkie - nie.

Po drugie


W kremach i innego rodzaju kosmetykach nie ma warunków, aby komórki roślinne przeżyły. Aby utrzymać wyizolowaną komórkę przy życiu, potrzebne są ściśle określone warunki otoczenia. W kremach te warunki na pewno nie są spełnione. Wynika z tego, że w kremach znajdziemy homogenat - zmiksowane komórki roślin, mające dokładnie takie samo znaczenie biologiczne, jak ekstrakty, które już od dawna w kosmetologii są stosowane.

Terapia komórkami macierzystymi


Istnieją zabiegi polegające na wprowadzaniu bezpośrednio do skóry właściwej ludzkich komórek macierzystych, izolowanych od samego pacjenta. Zabieg ma swoich zwolenników, jak i przeciwników-z jednej strony, efekty takich zabiegów potrafią wprawić w osłupienie, gdy skóra z dnia na dzień staje się bardziej napięta, nawilżona i wygładzona. Z drugiej jednak strony, zagrożenia związane z tymi zabiegami mogą mieć poważne konsekwencje. Ale temu tematowi poświęcę oddzielny artykuł :)

Podsumowując, żadne badania nie potwierdziły, by roślinne komórki wpływały na skórę, bądź jakąkolwiek jej warstwę tak, jak komórki wyizolowane z naszego organizmu. W dobie dzisiejszego marketingu, warto zachować odpowiednią dozę dystansu do tego, co mówią i obiecują producenci kosmetyków. Coraz więcej firm na rynku kosmetycznym wykorzystuje termin "komórki macierzyste", obiecując nam gruszki na wierzbie. A tak naprawdę, to tylko manipulacje, mające na celu sprzedać nam nowy produkt, często bardzo drogi i zupełnie nie warty swojej ceny.

Kosmetologia? A na co to komu?

Czym właściwie jest kosmetologia ?

Wg definicji, kosmetologia (łac. cosmeticos) - kosmetyka lekarska, dział dermatologii zajmujący się badaniem, opisywaniem, leczeniem i pielęgnowaniem skóry (bądź jej wytworów-włosy, paznokcie) dotkniętej chorobą lub defektem (alergia, trądzik, łojotok, itp.). 

Sucha definicja, bardzo zasadniczo brzmiąca. Z kosmetologią jednak jest trochę inaczej. Kosmetologia łączy cały nasz organizm w jedną wielką układankę, dzięki której dociera do nas synergizm działania wszystkich układów. By nasza skóra zawsze pięknie wyglądała, nie wystarczy codzienne wklepywanie kremów za miliony monet.  Nie wystarczy chodzić na zabiegi do różnych klinik, czy salonów. Trzeba przede wszystkim poznać swój organizm i skórę. Trzeba nauczyć się słuchać swojego ciała i odpowiadać na jego potrzeby.

To, jak wygląda nasza skóra jest odzwierciedleniem tego, co dzieję się w środku.

Bardzo ważne jest, by zrozumieć, że krem, czy serum nie zmieni naszej skóry. Kosmetyki nie wnikają głęboko w skórę, nie zadziałają przeciwzmarszczkowo, ani odmładzająco. Kosmetyki działają na powierzchni skóry. Bardziej skoncentrowane preparaty wnikną wgłąb naskórka, ale to wszystko. Gdyby było inaczej, skóra nie spełniałaby swojej głównej funkcji, czyli funkcji ochronnej. Przez skórę do wnętrza organizmu nic się nie dostanie. Dlatego tak ważne jest, by odżywiać skórę od wewnątrz, dzięki zbilansowanej diecie, odpowiedniej ilości płynów i składników odżywczych.

Niewielu z nas traktuje swój organizm jak jedną wielką całość. Musi do nas dotrzeć, że nasz organizm to MY.

Wielu ludzi mówi, że to ICH SKÓRA ma problem z trądzikiem, a nie oni sami. Tak, jakby nasza skóra była odseparowana od nas. To ogromny błąd. Musimy zacząć myśleć o sobie w kategoriach „MY”, a nie „NASZE CIAŁO”. Wówczas wiele rzeczy związanych z pielęgnacją i zdrowiem stanie się o wiele prostsze i bardziej oczywiste. A wtedy już tylko jedno nam pozostanie - wzięcie spraw w swoje ręce.